Moto na moto: Suzuki GSX-S1000. Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Będę szczery: pierwszego dnia trochę bałem się nim jeździć, za to ostatniego nie chciałem go oddawać. Suzuki GSX-S1000 to świetny miejski motocykl i łagodny wstęp do klasy super naked.

Hasło "miejski motocykl" kojarzy się raczej z lekkim i zwinnym jednośladem z niedużym silnikiem, a nie z 152-konnym potworem, o pojemności litra. A jednak klasa motocykli, do której należy Suzuki GSX-S1000 powstała przede wszystkim do jazdy w mieście. No bo gdzie indziej? Na torach rządzą modele sportowe, w trasie — turystyki, a na bezdrożach — adventure. Super nakedy nie mają wielkiego wyboru. Zostały im miejskie ulice i kręte, boczne drogi.

Więcej testów motocykli znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Super naked to stosunkowo nowa klasa jednośladów. Stworzyli je ludzie, którzy mieli dość jazdy po mieście sportowymi motocyklami w niewygodnej pozycji. Super nakedy zwykle mają ich ramy i silniki, ale siedzi się na nich i jeździ nimi znacznie wygodniej. Suzuki GSX-S1000 to klasyczny i bodaj najtańszy przedstawiciel tej kategorii. To nie znaczy, że najgorszy, raczej wręcz przeciwnie.

Pod względem stylistyki GSX-S1000 dzieli ludzi na dwa obozy, ale mnie się bardzo podoba. Jest agresywny, atrakcyjny i japoński jak manga. Tak powinien wyglądać super naked z Kraju Kwitnącej Wiśni. Dzięki wytaliowanej kanapie, pojemnemu zbiornikowi paliwa i soczewkowym reflektorom wygląda jak transformer-kulturysta. Budzi respekt od pierwszego spojrzenia, zwłaszcza w szarym matowym kolorze (oficjalna nazwa Glass Mat Mechanical Gray), nie jest za bardzo krzykliwy.

Silnik Suzuki ma coraz rzadziej spotykane cztery cylindry w rzędzie i pojemność skokową 999 cm3. Rozwija maksymalną moc 152 KM. Najmocniejsi przedstawiciele szalonej kategorii motocykli bez owiewek miewają nawet 200 KM, ale wtedy są nazywani "hyper naked".

Suzuki GSX-S1000Suzuki GSX-S1000 fot. ŁK

Suzuki GSX-S1000 jest szybsze od większości supersamochodów

Po tygodniowej jeździe uważam, że to musi być kompletne szaleństwo, bo już osiągi GSX-S1000 są z innej planety. Chęć do korzystania z nich hamuje tylko zdrowy rozsądek, przywiązanie do prawa jazdy i... brak owiewek. Przez to jazda z prędkością powyżej 120 km/h przez dłuższy czas była dla mnie prawie niemożliwa, a na pewno bardzo męcząca.

Motocyklowi wyjadacze przesiadający się z 200-konnych maszyn mogą kręcić nosem na moc GSX-S1000, ale dla kierowcy przyzwyczajonego do osiągów samochodów, jest wręcz oszałamiające. Według wewnętrznych pomiarów Suzuki ten model przejeżdża 200 metrów w czasie 6,64 s, a dystans 400 m (klasyczne "ćwierć mili") ze startu zatrzymanego pokonuje w nieco ponad 10 s. To są osiągi na poziomie aktualnie dostępnego modelu Porsche 911 Turbo S (992), za to dostępne za jedną dwudziestą część ceny auta.

Dłuższa jazda z wysoką prędkością będzie jednak męcząca jak na niemal każdym naked bike'u. Za to pozycja za kierownicą jest niemal idealna, zwłaszcza do miasta. Motocykl jest zwarty. Na dość wąskiej, ale bardzo wygodnej kanapie (wysokość od ziemi 81 cm) siedzi się blisko kokpitu i obejmując udami szeroki zbiornik. Mieści aż 19 l benzyny, co przy zużyciu ok. 7 l/100 km pozwala przejechać co najmniej 250 km. Sama kierownica ma klasyczną konstrukcję, jest szeroka i umieszczona wysoko. To pozwala przyjąć wygodną lub agresywną pozycję do jazdy "na zbiorniku", idealnie na miejskie ulice i na podmiejskie drogi.

Podnóżki są umieszczone dość wysoko, dzięki czemu nie będziemy ich łatwo obcierać na zakrętach, ale przez to nogi trzymamy w nieco podkurczonej, półsportowej pozycji. Jednak dopóki pokonujemy miejskie, nieprzekraczające 100 km dystanse, jest naprawdę wygodnie.

Suzuki GSX-S1000Suzuki GSX-S1000 fot. ŁK

Konstrukcja GSX-S1000 nie jest nowa, ale za to dobra

Jednostka napędowa tego modelu ma wyjątkowo długi i szlachetny rodowód. Jego początków należy się doszukiwać w 2005 r. i kultowym motocyklu klasy supersport Suzuki GSX-R z serii K5. Oczywiście od tego czasu silnik przeszedł wiele modyfikacji i jeśli nawet "starzeje się", to z wyjątkową gracją. Zyskał między innymi elektronicznie sterowaną przepustnicę, która bardzo precyzyjnie reaguje na nawet najdelikatniejsze ruchy rollgazem.

Silnik nadal wspaniale brzmi nawet z seryjnym tłumikiem spełniającym wyśrubowane normy hałasu, normę emisji spalin Euro 5, rozwija moc niezwykle płynnie i harmonijnie, jest bardzo elastyczny. Dzięki temu jazda GSX-S1000 to prawdziwa przyjemność, chociaż trzeba umieć dozować ją z umiarem.

Zawieszenie firmy Kayaba z pełną regulacją jest dość sztywne, co nie do końca sprawdza się na wyboistych drogach, gdzie Suzuki czasem traci kontakt z nawierzchnią, ale na równych pracuje znakomicie. GSX-S1000 w naturalny i wyjątkowo stabilny sposób pokonuje wszystkie zakręty. Wystarczy zainicjować skręt, lekko przechylić się, a on już wie, co robić. Pasują do tego idealnie skuteczne hamulce Brembo z łatwym do wyczucia stopniowaniem siły działania (może poza pierwszą chwilą, kiedy naciskamy klamkę).

Równie uczciwy komplement należy się skrzyni biegów z seryjnym quikshifterem, który jest dwukierunkowy i pracuje perfekcyjnie. Pozwala gładko zmieniać biegi bez użycia sprzęgła niezależnie od stopnia otwarcia przepustnicy i obrotów. Dzięki temu pomaga nie tylko w czasie sportowej, ale również spokojniejszej jazdy w mieście.

Suzuki GSX-S1000Suzuki GSX-S1000 fot. ŁK

W przypadku Suzuki GSX-S1000 minusy nie przesłaniają plusów

Czy Suzuki GSX-S1000 ma jakieś wady? Jak najbardziej. Pierwsza to mało nowoczesny wyświetlacz LCD. Konkurenci oferują ciekawsze rozwiązania, ale trzeba przyznać, że ten w Suzuki jest czytelny i uzupełniony o wyraźną sygnalizację zmiany biegu. Kolorowe zapalające się po kolei diody widzimy nawet kątem oka.

Następny minus to niezbyt duża liczba elektronicznych układów. Jest tylko ABS, 5-stopniowa kontrola trakcji (z możliwością wyłączenia) i trzy tryby jazdy. Brakuje tzw. IMU (trójwymiarowego czujnika inercyjnego), który pozwala zastosować wiele nowoczesnych rozwiązań typu: działający na zakrętach ABS (w motocyklach to nie takie proste), kontrolę wheelie, startu itp., ale ich absencję częściowo tłumaczy atrakcyjna cena.

Ostatni problem to zbyt mało różniące się od siebie przełożenia kolejnych biegów. Ostatnie trzy są za krótkie nawet na miasto. Chwilę po ruszeniu ze świateł okazuje się, że jedziemy już na szóstym biegu. Tak naprawdę inne są niepotrzebne, teoretycznie można jeździć ciągle na najwyższym biegu. I tak będziemy szybsi od znakomitej większości aut. Tak ciasno zestopniowaną skrzynię tłumaczy torowy rodowód motocykla. Pocieszające jest to, że sprawdzi się znakomicie w czasie weekendowych pojeżdżawek na obiektach zamkniętych dla ruchu publicznego.

Mój wymarzony motocykl musi poradzić sobie przede wszystkim w mieście, ale dodatkowo nadawać do sporadycznej jazdy po torze oraz w trasie. Suzuki GSX-S1000 spełnia dwa z tych warunków. Do wygodnego podróżowania brakuje co najmniej dwóch fabrycznych akcesoriów: skromnej szyby i bocznych kufrów.

Cena Suzuki GSX-S1000 jest obiektywnie wysoka, bo to aż 59 900 zł (często są różne promocje), ale w porównaniu z konkurencją jest naprawdę atrakcyjna. Firmie z Hamamatsu udało się to osiągnąć, dopracowując sprawdzoną, ale nie najnowszą konstrukcję do stanu bliskiego ideału. Suzuki GSX-S1000 to model, który często trafia na listy 10 najlepszych maszyn klasy super naked. Nie dlatego, że jest najszybszy, czy najnowocześniejszy, ale za to oferuje wyjątkowo dużo za rozsądne pieniądze.

Zgadzam się z tymi rankingami. Wprawdzie w Suzuki GSX-S1000 brakuje niektórych rozwiązań oferowanych przez rywali, ale jeśli muszę wybierać, na pewno wolę solidne podstawy zamiast technologicznych fajerwerków.

Poza tym Suzuki idealnie łączy znakomite osiągi i wyjątkową łatwość jazdy. Budzi jednoczesny szacunek i zaufanie od pierwszej przejażdżki. Taka kombinacja to nie lada osiągnięcie. Dzięki niej przestałem się bać bardzo szybkich motocykli. Żegnaj transformerze na dwóch kołach. Będę za tobą tęsknić.

Suzuki GSX-S1000Suzuki GSX-S1000 fot. ŁK